Tak sennego miasteczka, jakim był Goniądz końca lat 80. już się w Polsce nie znajdzie. Goniądz drugiej dekady wieku XXI może nadal nie tętni życiem, ale tamtego klimatu już w nim nie ma. Choćby samochodów jest więcej i z tego powodu trudno usłyszeć brzęczenie przelatującej nad rynkiem muchy.
W końcu maja 1989 roku spędziłem w Goniądzu kilka dni. Nocowałem w domku kempingowym w ośrodku MOSiRu (Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji) tuż nad Biebrzą. Te domki dzisiaj już nie istnieją. Już wtedy zalatywały starzyzną. Klucz do mojego domku zdobił brelok zrobiony z błystki typu Gnom. Przed domkiem suszył się sak na ryby. Rankiem z przystani wypływał licencjonowany rybak, Rysiek Czajkowski. Wracał zazwyczaj późnym popołudniem, czasem tuż przed wieczorem. Lubił swój zawód. Pamiętam jak cieszył się z dwóch wielkich boleni. Mam ten moment na zdjęciu. Na powrót Ryśka oczekiwali mieszkańcy, zaopatrujący się w dorodne leszcze, szczupaki, okonie. Mniej zamożni albo bardziej oszczędni, brali drobnicę, najczęściej płotki. O Biebrzańskim Parku Narodowym nikt jeszcze nie słyszał.
Była pełnia wiosny, w rynku malowano okiennice. Pod pocztą trwała wymiana informacji towarzyskich. Niektórzy czynność tę określają mało elegancko mianem plotkowania. Trwał remont kościoła. Prace posuwały się niespiesznie. Z brukowanych ulic właściciele posesji usuwali końskie kasztany i wywozili je taczkami do ogródków.
Właściciel strzelnicy narzekał na znikomy ruch w interesie. Mimo chwytliwego hasła, wywodzącego się jeszcze sprzed wojny: „ćwicz oko i dłonie w Ojczyzny obronie”, do strzelania z wiatrówki mało kto się garnął. Pluszowe misie, przeznaczone dla szczęśliwców raczej niż snajperów, były mocno wypłowiałe. Miasteczko żyło sensacją, bo na początku maja jakiś przyjezdny łobuz wykorzystał chwilę nieuwagi dziewczyny obsługującej strzelnicę i zamiast w tarczę, wpakował jej loftkę prosto w pupę. – Na szczęście miała na sobie taką sexy skórzaną spódniczkę i loftka głęboko się nie wbiła – uspokajał mnie świadek zdarzenia.
Wydawało się, że czas też stoi w miejscu w gęstej atmosferze spokoju. Starałem się uchwycić ten klimat na fotografiach. Fotografia to jest trochę taka konserwa dla czasu. Bo on w miejscu nie stał. Tamtego Goniądza już nie ma. Pojawiły się nowe domy, hotele, pensjonaty, wielka karczma i ośrodek konferencyjny. Tylko Biebrza płynie tak samo i wciąż – jeśli płynie się do Goniądza z Dolistowa – można zakładać się z nowicjuszami o to, po której stronie będzie kościelna wieża, gdy już dopłyniemy do miasteczka.
 
Sławomir Olzacki
http://rozmaitosci.com/wspomnienie-ze-stolicy-spokoju-czyli-koniec-maja-1989-w-goniadzu/
 
Wyszukał: Arkadiusz Studniarek

 

Galeria zdjęć

Opublikowano: 2017-04-06

Wydrukuj