Podpisany w lipcu 1807 roku pokój w Tylży miał ostatecznie przypieczętować panowanie Napoleona w Europie. Aby jednak utrwalić dominację na naszym kontynencie Cesarz zmuszony był ukorzyć Anglię. Zdając sobie jednak sprawę z potęgi ekonomicznej i militarnej tego kraju i co za tym idzie ryzyka działań wojskowych wprowadził wobec niego dotkliwe sankcje gospodarcze. Jeszcze w listopadzie 1806 roku wydał dekret zabraniający podbitym krajom utrzymywania kontaktów handlowych z Anglią. Po przystąpieniu w 1807 roku do blokady Rosji, Anglii pozostało jedynie uprawianie kontrabandy ze swoich baz na Malcie i Helgolandzie oraz za pośrednictwem nie okupowanej jeszcze Portugalii i Hiszpanii.
Napoleon wykorzystując tarcia na dworze hiszpańskim, wymusił na Karolu IV zgodę na przejście swoich wojsk przez terytorium Hiszpanii do Portugalii, którą niebawem zajął. Przemarsz de facto stał się początkiem okupacji Hiszpanii. Zaniepokojony zwiększającą się ilością wojsk francuskich i wiążącymi się z tym obciążeniami, lud madrycki 18.05.1808 roku chwycił za broń. Bunt został krwawo stłumiony, ale był początkiem do zbrojnych wystąpień na terenie całego kraju. Armia hiszpańska początkowo bierna, przeszła na stronę powstańców. Istotna rolę odegrały liczne oddziały chłopskich partyzantów –querillas, słynących nie tylko z waleczności, ale również z okrucieństwa wobec schwytanych jeńców.
Niezadowolony z przebiegu kampanii, Napoleon przejął dowodzenie nad armią, która na początku listopada w sile 200 tysięcy żołnierzy stanęła na ziemi hiszpańskiej. Wojsko podzielone zostało na kilka korpusów i rozpoczęło działania wojenne. Cesarz na czele jednego z nich skierował się drogą do Madrytu, którą w wąwozie Somosierra zagrodził mu generał Banito San Juan. Tu miała miejsce słynna szarża szwoleżerów, pod dowództwem Hipolita Kozietulskiego.
Wspomnienia, a raczej relacja Wincentego Toedwena z Dzięciołowa[1], jest jednym z wielu opisów tej bitwy w literaturze. Spisana około 1855 roku przez dziennikarza krakowskiego Czasu nie jest tekstem zawierającym szczególne walory poznawcze. Autor mieszcząc się w ramach faktograficznej poprawności, skłania się niekiedy ku opisowi naznaczonego pewną romantycznością – tak częstą dającą się zauważyć przy opisach wypadków okresu napoleońskiego.
Brawurowo przeprowadzona szarża przeszła do historii polskiej kawalerii, stając się jednym z mitów polskiego kawalerzysty i jego oddania sprawie Ojczyzny. Ojczyzny, o którą walczyli Toedwen i jemu podobni – tu na ziemi hiszpańskiej niestety jako najeźdźcy. I jak pokazało historia będąc jedynie narzędziem w ręku Cesarza narodów
Ciekawostkę, przywołaną mi przez jednego z moich rozmówców jest to, że o żołnierzach polskich w służbie Napoleona pamiętano w nadbiebrzańskich wioskach szlacheckich jeszcze do wczesnych lata powojennych[2].
 
***
Było to dnia 30 listopada 1808 roku. Poranek był mglisty, a nawet dość chłodny: stanęliśmy pod załomem góry Somo-Sierra z naszym 3 szwadronem pułku Szwoleżerów w gwardii Cesarza, gdyż dnia tego otrzymaliśmy przeznaczenie na służbę przy jego osobie, jako obznajomieni już z tym rodzajem obowiązków, zwłaszcza gdyśmy je pełnili przy Napoleonie, w czasie pobytu jego w Bajonnie.
Kule hiszpańskie już świstały w powietrzu, już i armaty wciąż grały, ale strzały do nas nie dochodziły, bo nas wyłom góry ochraniał. Stałem przy wachmistrzu Kiełkiewiczu[3], sam także będąc wachmistrzem i gawędziliśmy o naszych wypadkach w Hiszpanii.
Jedyną zawadą na drodze do Madrytu, był wąwóz pod Somo-Sierra. Wąwóz ten od miejsca, gdzie stały wojska francuskie, ciągnął się w górę przeszło pół wiorsty. Na górze ustawił nieprzyjaciel kilkanaście armat, a po kilka tychże, miejscami, na drodze do wąwozu. Po jednej stronie tego wąwozu wznosiła się góra, ale tak stroma i prostopadła, ż niepodobna było wdrapać się na nią; po drugiej stronie, również góra poprzeczna z boku niejaką płaszczyzną i nieco już pochyłsza Po obu zaś stronach na szczytach tych gór na końcu wąwozu z wzgórza, którego szedł ogień działowy, rozłożyło się przeszło 13000 Hiszpanów, czyniąc przystęp niepodobnym.
Na próżno nieustraszona piechota francuska pod bacznym okiem swojego wielkiego wodza, starała się przebić przez wąwóz, kto wie nawet, jeden dzień spóźniony, w którym by Hiszpanie zdążyli oszancować przejście, nie byłby je uczynił niezdobytem na zawsze. Ale szczęście chciało żeśmy ich wyprzedzili, a przygotowane do obrony deski koły i wantych, które umiejętnie użyte w wąwozie stałyby się murem. Leżały teraz bezużyteczne po bokach po bokach tegoż po górą.
Kiedy tak wszelkie usiłowania Francuzów, o zdobycie tej pozycji pełzły na niczem[4] Napoleon przyzwał marszałka Bertier[5] i wydał mu rozkaz, aby do wzięcia pozycji wroga wysłał będących na służbie przy Cesarzu szwadron polskich ułanów.
Po raz pierwszy jak Napoleon Napoleonem, a marszałek marszałkiem, ten ostatni zwrócił uwagę Cesarz, że to było niepodobnem. Sam mi to później opowiadał marszałek Bertier kiedym go eksportował do Vallaelid do Francji. Cesarz spojrzał na mnie – mówi marszałek, zmierzył swym przenikliwym wzrokiem i odrzekł: _
- Zostaw to Polakom i rób swoje.
Wtedy to marszałek przybiegł do naszego szwadronu i rzekł:
- Cesarz wam powierza zdobycie pozycji pewny, że ją weźmiecie, a ja znając waszego ducha, wiem, że to dla was drobnostka.
Ot mi piękna drobnostka, ale dany rozkaz i koniec na tem
Wnet też Kozietulski,[6] który był niesłychanie odważnego serca (…) wystąpił naprzód jako szef szwadronu i krzyknął:
 - Formuj czwórki. Wysuwamy się tedy zapoza załom góry, gdzieśmy dotąd byli jak w twierdzy. Mimo kul hiszpańskich bezpiecznie stali. Lecz zaledwie zdążyliśmy się rozwinąć w połowie drogi, grad kartaczy spotyka nasz szwadron, a pierwszym z oficerów, który pada ofiarą był Rudowski.
 Muszę się przyznać, że to fatalne przywitanie ze strony Hiszpanów, diablo nas zmieszało, już sądziliśmy nawet, że się nie zdołamy sformować raz drugi, gdy znów odezwał się głos Kozietulskiego.
Oprócz niego ośmiu oficerów w tym szatańskim spotkaniu przyjmowało udział, to jest: Rudowski[7], który jak powiedziałem zabity najpierwiej; dalej Rowicki, kapitan Dziewanowski, Piotr Krasiński, Krzyżanowski, Niegolewski, Zielonka i Dobiecki[8]. Co zaś do żołnierzy było ich w szwadronie 125[9].
Tu Toedwen zatrzymał swe opowiadanie, pokręcił wąsa i zadumał się, jakby dla uczczenia pamięci poległych bohaterów pod obcem niebem i za obcą sprawę rodaków, a po chwili tej uroczystej i głębokiej zadumki, tak dalej mówił: owa tedy ilość jak powiedziałem, miała zdaniem Napoleona rozstrzygnąć losy wojny. Jako wachmistrz musiałem być z tyłu szwadronu, ale lat 18, a nade wszystko ta jedyna myśl, że Cesarz tak blisko, że spogląda na nas i ocenia odwagę naszą, przemogła w tym względzie formy. Przy drugiej komendzie Kozietulskiego, wysunęłem się na przód i w miejsce poległych towarzyszów, w pierwszej czwórce stanąłem. Stanowszy na nowo, nowy przypuściliśmy atak samym środkiem wąwozu w górę. Pędząc jak na oślep, uniosłem pałasz tak, aby zasłonić oczy od postrzału i nic nie widziałem tylko ogień i dym. Nic nie słyszałem prócz huku armat i świstu kulek karabinowych. Aż do tej chwili miałem zupełnie słabe wyobrażenie o tym gradzie kul, o jakim nieraz przy ognisku w polu opowiadali starzy wojacy, ale od wejścia w ten piekielny wąwóz przekonałem się o tym. Nie był to, bowiem plac boju, ale rzeczywiście piekło, zdawało się, że ziemia zapala się wraz z nami.
Kiedym w połowie drogi rzucił okiem dookoła siebie, nie widziałem nikogo, czułem tylko, że koń mnie unosi i domyśliłem się tylko, że musiałem współtowarzyszów wyprzedzić. Nie wstrzymałem go jednak, a nawet w duszy cieszyłem się z tego, gdyż nasi oficerowie zwykli z jego otyłości żartować, mówiąc, że go karmię na mięso. Później dopiero dowiedziałem się, że w czasie tej szarży, pod Kozietulskim zabito konia w połowie drogi, inni zaś dzielni oficerowie albo zabici jak Rowicki i Krzyżanowski, albo ranieni jak Piotr Krasiński, zostali. Dostawszy się na wzgórze i stanąwszy tuż przy samych hiszpańskich działach, ujrzałem resztę porozsypywanych współtowarzyszów, a gdy działa nieprzyjacielskie już grac przestały, albowiem szarża nasza była tak gwałtowna, że nie zdążyli po raz drugi wystrzelić, sypnęła się poza nami reszta jazdy, a wdzierając się na wzgórza łamiąc wszystko, co tylko opór stawiało stanowczo los bitwy rozstrzygła.
Świetny i pełen chwały był to dzień dla naszego pułku, ale ciężki i bolesny dla szwadronu. Ze 125 żołnierzy pozostało przy życiu tylko 25, stu zaś po bohatersku, co się zowie poległo i to w samej szarży[10]. Kozietulski wyszedł szczęśliwie z tej bitwy i umarł dopiero w 1821 roku w stopniu pułkownika 4 pułku ułanów. Rudowski, Rowicki i Krzyżanowski, jak wspomniałem zginęli. Dziewanowski stracił nogę, a do tego strzaskano mu ramię, to też zmarł wkrótce w Madrycie. Piotr Krasiński lubo ciężko ranny, dotąd żyje jeszcze. Niegolewski[11] odebrał 32 rany od bagnetów, żyje w Poznańskiem, podobnież Dobiecki i Zielonka, ustrzeżeni od ran zostali.
Co do mnie otrzymałem ranę w nogę i stopień oficera, a mój koń 7 kul. Moje suknie i wszystkie przybory, tak były nabite kulami jak gwoźdźmi[12]. Z płaszcza,, który zawieszaliśmy na sobie w kształcie chustki złożonej na krzyż na piersiach i związanej w tyle, nie można było jednej pary rękawic wykroić, a kontrola szwadronu, która miałem w kaszkiecie, tak była posiekana kulami, że nie można było jej użyć na apelu. Nie był on też potrzebnym tego dnia, chyba dla przypomnienia o stu braciach naszych. Mój towarzysz Kiełkiewicz należał do owej małej liczby szczęśliwych, którzy z tego gorącego piekła życie unieśli.
Straciliśmy dużo, to prawda, ale niesłychanie zyskaliśmy na wewnętrznej wartości i gdy pułk nasz po tej rozprawie, stanął koło starej gwardii Napoleona, patrząc na nas z ukosa i nazywającej nas młokosami, wówczas sami wykrzykiwali do nas: Niech żyje stara gwardia, a Cesarz przywoławszy do siebie pułkownika naszego hr. Wincentego Krasińskiego, oświadczył mu wobec wszystkich żeśmy godni tej nazwy. Później znowu, kiedy Napoleon objeżdżał pole bitwy, widząc tu i ówdzie zabitych ułanów naszych, to pod działami, to obok tychże, lub na nich, zatrzymał konia i zadumawszy się nieco, zapytał świadków tej sceny wskazując na trupów: nie są oni waleczni?
(…) Pamiętna ta w dziejach potyczka (…) sprawiła, że o ile z jednej strony wzbudziła w Napoleonie zaufanie do nas, to żołnierzowi naszemu, utorowała drogę do osoby Cesarza i wyrodziła w każdym z nich pewną śmiałość do niego. Dowodem tego był jeden z naszych Mazurów, który skończywszy służbę i wracając znużony z placówki, chciał sobie fajkę zapalić. Ujrzawszy, więc z dala ognisko, wszedł prosto z nabita lulką, a gdy Francuzi wstrzymywali go, ostrzegając, że przy ognisku jest Cesarz, zaczął ich rozpychać, mówiąc obojętnie
- Alboż to my się nie znamy ze sobą?
Napoleon posłyszawszy spór, spytał, o co idzie, a dowiedziawszy się o przyczynie, kazał go puścić. Mazur przystąpił wprost do ogniska i wziąwszy w rękę głownię, zapalił lulkę. Nie mówił on po francusku, ale słysząc ciągle o gwardii Cesarza, słowa: imperiale utkwiły mu w głowie. Pufnowszy tedy kilka razy z lulki, przyłożył rękę do kaszkieta, wyciągnął się jak struna i rzekł z całą powagą.
- Merci garde Imperiale.
Długo śmiał się Napoleon z tej żołnierskiej naiwności Mazura i nieraz powtarzał w gronie swych marszałków[13].      

  
 

[1] Wincenty Toedwen ( Tödwen) h. Karp, ur. w 1778 roku w Dzięciołowie, syn Franciszka i Magdaleny Korowskiej. Stryjeczny brat Tadeusza. 02.09.1807 szwoleżer, 1.12.1807 wachmistrz. W wojskach napoleońskich dosłużył się stopnia kapitana. Odbył kampanię 1808-1814. Odznaczony 07.05.1811 LH, a w 1814 krzyżem oficerski LH. Po wyjściu ze służby zamieszkał w swoich dobrach w Dzięciołowie. Żył jeszcze w 1847 roku. Data śmierci nieznana. Pochowany został na cmentarzu w Dolistowie. Grób zupełnie zapomniany, odnaleziony został przez autora artykułu, dzięki wskazówkom pana Stanisława Świeczko. W latach 60-tych XIX wieku jako właściciel Dzięciołowa wymieniony jest Adam Toedwen. Warto wymienić również Jana Todwena z Dzięciołowa, podkonduktora dróg i mostów zmarłego 26.03.1856 roku w Paryżu. Rozmawiając z potomkami Toedwenów wspominali mi, że pod Somosierrą ich antenat miał zdobyć sztandar. Do informacji powyższej odniosłem się z dużą rezerwą. W żadnej, bowiem publikacji dotyczących wydarzeń w sławnym wąwozie nie znalazłem o tym informacji. Dopiero przeglądając jeden z numerów Gazety Warszawskiej z 1834 roku odnalazłem artykuł o zdobyciu przez nieznanego z imienia Toedwena sztandaru pod … Wiedniem w 1683 roku. Z udziałem Toedwena w wiedeńskiej wiktorii, związana jest pewna anegdota. Otóż rycerzowi, który ów sztandar zdobył, król Sobieski zaproponował, aby go mu ustąpił. Toedwen jednak odmówił. Urażony monarcha miał powiedzieć, że ,, pierwej na mej dłoni włosy urosną, niźli, który z Toedwenów będzie miał jakiekolwiek znaczenie w kraju ”. Na to dumny rycerz miał odpowiedzieć „ wprzódy na mojej dłoni wyrosną włosy, niźli któryś z Toedwenów o cokolwiek poprosi króla ” . Na wszelki jednak wypadek pośpiesznie wyjechał z obozu i do kraju wrócił dopiero po śmierci Jana Sobieskiego. Sztandar ten doskonale zachowany przechowywany był w dzięciołowskim dworze do 1834 roku, kiedy to Wincenty Toedwen przekazał go do Muzeum Towarzystwa Archeologicznego w Wilnie.
[2] Informacja od pana Niedziółko z Grajewa i pana Świeczko z Gdańska, którego fragment wspomnień zarejestrowanych w 2004 roku cytuję poniżej.
   W czasie ostatniej wojny cmentarz w Dolistowie był bardzo zarośnięty. Dużo było bzów i innych chaszczy. Kiedy na Biebrzy stał front, w cmentarnej kaplicy ukrywała się przed wywózką „na okopy” okoliczna młodzież . Prawdopodobnie wtedy wykuto dziurę w grobowcu, o który pan mnie pyta. Do grobowca wchodziłem chyba w latach 1944-45, a i później jeszcze kilka razy. Wewnątrz znajdowało się 5 trumien. Dwie po prawej, dwie po lewej i piąta stała po środku w poprzek grobowca. Widziałem tylko, co było w trumnach po prawej stronie. W górnej trumnie leżało ciało żołnierza ubrane w mundur z żółtą naszywką na piersiach, spodnie z żółtymi lampasami i czapkę z żółtym otokiem. Przy zwłokach leżała szabla i krótki karabinek kawaleryjski. Ciało w dolnej trumnie ubrane było w mundur z czerwoną naszywką na piersiach, czapką z czerwonym otokiem i spodniami z czerwonymi lampasami. Tu również leżały: szabla i karabinek kawaleryjski. ( Była to przypuszczalnie trumna ze zwłokami Wincentego Toedwena, który pochowany został -jak można mniemać w mundurze szwoleżera gwardii, charakteryzującym się m.in. czerwonymi elementami-lampasami i otokiem na czapce. przyp. JM). Jedna z trumien obita była blachą. Na czaszkach obu wojskowych były jeszcze włosy. W trumnie stojącej po środku leżały rzekomo zwłoki kobiety ( w grobowcu pochowana była Maria z Suchodolskich Tödwenowa, żona Adama, która zmarła 8.02.1861 roku przyp. JM. ). Mundury, choć nieco zwietrzałe były w dobrym stanie. Po kilku jednak latach nastąpił ich głęboki rozkład.. Dewastacji uległa również zawartość grobowca. Skradziona została m.in. znajdująca się przy zwłokach broń. Później często zastanawiałem się, z jakiego okresu mogli pochodzić leżący tu żołnierze. Dopiero, kiedy zobaczyłem ilustracje mundurów z okresu Księstwa Warszawskiego, natychmiast przypomniały mi się te z dolistowskiego cmentarza. Zresztą nieraz słyszałem opowiadania starych ludzi, że wielu młodych z tych stron służyło niegdyś w szeregach armii napoleońskiej. Niektórzy mieli pod dowództwem Kozietulskiego zdobywać wąwóz Somosierra. Na ile te opowiadania są prawdziwe – tego nie wiem.
Według zasłyszanej legendy z grobu Toedwenów niejaki Urban ukradł szablę. Niedługo później miał umrzeć. Mówiono w Dolistowie i okolicznych wsiach, że ,, dosięgła go klątwa Toedwena ,, .
   Posiłkując się literaturą, warto przypomnieć, że w szarży pod Somosierrą z miejscowości nadbiebrzańskich brał jeszcze udział Wincenty Moniuszko, urodzony w 1789 roku we Wroceniu. Odbył kampanię 1808-1811. Może pochowany jest w grobie Moniuszków znajdującym się przy cmentarnej kaplicy?
                                                                                                                                                                               Ponadto w szeregach z formacji szwoleżerów z tychże miejscowości służyli:
Tadeusz Toedwen (Tödwen) h. Karp, ur. w 1790 roku w Dzięciołowie jako syn Józefa i Aleksandry Karcużanki. Odbył kampanie 1808-1814. W 1811 roku odznaczony LH. Wyszedł z wojska jako ppor. Dał się poznać jako znakomity skrzypek. W 1815 roku osiadł w Dreźnie, gdzie został szambelanem dworu króla saskiego. Zmarł w 1834 roku w Dreźnie. Pochowany został obok niedawno zmarłej żony Adelajdy Gablentz.
Marcin Ogonowski, ur. w 1788 roku w Goniądzu. Szwoleżer 8, a później 6 kompanii.Odznaczony LH.  W maju 1814 roku udał się z pułkiem do Polski.
Michał Massalski, ur. w 1785 roku w Dzięciołowie. Szwoleżer 8 kompani, a następnie brygadier 1 kompani. Odbył kampanię 1808-1813. Otrzymał LH.
Stanisław Bukowski, ur. w Bukowie k. Rajgrodu. Szwoleżer 1 kompani. Odbył kampanię 1811-1814. W maju 1814 roku udał się z pułkiem do Polski.
Eugeniusz Bonar, ur. w Lipsku nad Biebrza. Odbył kampanię 1811-1812.
Ignacy Łada, ur. w okolicach Goniądza. Szwoleżer, a następnie furier 8 pułku szwoleżerów lansjerów.
Kazimierz Suski, urodzony w 1794 roku w miejscowości Świdry. Szwoleżer. Odbył kampanię 1812 roku.
Jan Sakowski, ur. w 1780 roku w Wierzbowie. Służył w wojskach Księstwa Warszawskiego. Od 1812 roku szwoleżer. Odbył kampanie 1809 i 1812. W grudniu 1812 roku skierowany do szpitala w Gdańsku.
Antoni Potocki, urodzony w 1790 roku w Downarach. Szwoleżer. Odbył kampanię 1812 roku. Zaginął 14.12.1812 roku.
Kazimierz Szorc, ur. w 1792 roku w Szorcach. Szwoleżer. Odbył kampanię 1812-1813.
Kozłowski Karol, ur. w 1789 roku w Goniądzu. Odbył kampanię 1812-1814. W maju 1814 roku udał się z pułkiem do Polski.
Paweł Milewski, ur. w 1792 roku w Kosiłach. Odbył kampanię 1812-1813 roku.
Kazimierz Modzelewski, ur. w 1790 roku w Modzelach. Odbył kampanię 1812-1814. W Maju 1814 roku wyruszył z pułkiem do Polski.
Wawrzyniec Miklaszewski, ur. w 1789 w Radziłowie. Służył w 3 pułku szwoleżerów gwardii. Odbył kampanię 1812-1813. W czasie odwrotu spod Lipska dostał się 22.10.1813 roku do niewoli.
 
Warto nadmienić, że wielu żołnierzy i oficerów z szeregów wojsk napoleońskich, po uzyskaniu dymisji przeszło do służby w lasach koronnych m.in. departamentu, a później województwa łomżyńskiego. M.in. w latach 1818-1824 nadleśniczym leśnictwa Rajgród był uczestnik m.in. szarży w wąwozie Somosierra Jan Stefan Ballogh / Johan Balogh, Ballogk/, oficer wojsk polskich, leśnik, właściciel ziemski, wolnomularz,  urodził się 27.12.1786 roku w Brodach w Galicji jako syn Jana i Marii Ziemnin. W 1807 roku wstąpił do wojska. 13.10.1807 roku wymieniony jako szwoleżer 7 kompanii. Brał udział w operacjach wojennych w Hiszpanii m.in. w słynnej szarży pod Somosierrą. Po przejściu pułku na arenę działań do Austrii otrzymuje awans oficerski. 22.05 1809 roku w bitwie pod Esling zostaje ciężko ranny i po 9- miesięcznym pobycie w szpitalu w Wiedniu wraca do kraju. W 1810 roku rozpoczyna pracę w lasach rządowych. Prawdopodobnie w 1818 roku otrzymuje posadę nadleśniczego leśnictwa Rajgród. Około 1824 roku przechodzi na analogiczne stanowisko do nowoutworzonego leśnictwa Augustów. W 1835 r. uwolniony ze służby. W 1843 r. figuruje jako emerytowany nadleśniczy leśnictwa Augustów z pensją emerytalną 1500 zł/rok. W 1846 roku wymieniony jako b. nadleśny z pensją emerytalna 223 rb./ rok. Po przejściu na emeryturę osiadł w swoim majątku Szaudyniszki w powiecie kalwaryjskim, gdzie „ pracował wytrwale na rodzinnej glebie, zyskując sympatię i poważanie, dzięki wysokim przymiotom umysłu i charakteru. Pomagał uboższym członkom rodziny, wspierał biedną młodzież szkolną”. Wymieniony jako jeden z ziemian z powiatu kalwaryjskiego obecnych 13.08.1860 roku na patriotycznym zjeździe w Rutkiszkich. Pod koniec życia zamieszkał u swojej córki Konstancji Gieysztor w Dywiszkach. Z Karoliną z d. Anuszko miał - urodzone w Augustowie- trzy córki, Wiktorię ( *1821), Karolinę (*1824) i wspomnianą wcześniej Konstancję ( *1825). Jan Ballogh zmarł 6.01.1878 roku.
 [3] Dominik Kiełkiewicz, ur. 17.03.1781 roku w Potomnie w gub. grodzieńskiej., 14.04.1807 roku szwoleżer. Odbył kampanię 1808-1814. Służbę zakończył w stopniu kapitana. Odznaczony L.H. i Orderem Zjednoczenia. Zm. 30.03.1858 roku.
[4] Umocnienia Hiszpanów próbowali zdobyć posłani wprost na przełącz woltyżerowie z 96 pułku piechoty liniowej oraz z 24 pułku piechoty liniowej. Ponieśli jednak duże straty i zmuszeni byli wycofać się.
[5] Louis Alexandre Berthier ( 1753-1815), marszałek Francji; walczył w Stanach Zjednoczonych. Od 1796 roku szef sztabu generała Bonaparte; w latach 1800-1807 minister Wojny. W 1805-1814 szef sztabu Wielkiej Armii Napoleona.
[6] Hipolit Kozietulski, ur. 4.07.1781 roku w Skierniewicach; od 1806 roku, od 24.11.1806 roku zastępca dow. Warszawskiej gwardii. honorowej, 7.04.1807 szef 1 p. szwoleżerów gwardii. Ranny w nogę pod Somosierrą. Ranny ponadto pod Wagram i Mojarosławcem, gdzie ocalił Napoleona. Walczył. W 1812 roku mianowany do stopnia majora. W wojskach Księstwa Warszawskiego pułkownik. Zmarł 3.02.1821 roku. Pochowany w Belsku pod Grójcem. Odznaczony LH, krzyżem oficerskim LH, złotym krzyżem VM i Orderem Zjednoczenia.
[7] Ignacy Rudowski, ur. w Cieciersku w woj. Płockim. W kampanii 1808 roku ppor. Poległ pod Somosierrą.
[8] Gracjan Rowicki, ur. W 1785 roku w Gruduskach w Płockiem. Od 1806 roku w poznańskiej gwardii honorowej; 12.03 1808 roku ppor. w pułku szwoleżerów. Poległ pod Somosierrą.
Jan Dziewanowski, ur. W 1782 roku; od 1806 w sztabie gen Dąbrowskiego, a później gen. Milhuida. W kampanii hiszpańskiej w 1 pułku szwoleżerów w stopniu kapitana. Poległ pod Somosierrą.
Piotr Krasiński, ur. W 1783 roku. W służbie od 1806 roku. Odbył kampanie 1807-1809 i 1812-1814. Ranny pod Somosierrą. Odznaczony LH, krzyżem VM i krzyżem oficerskim LH. Zmarł w 1866 roku.
Stefan Krzyżanowski, w służbie od 16.11.1806 roku jako zastępca dow. poznańskiej gwardii honorowej; 16.11.1807 porucznik 1 p. szwoleżerów gwardii. Poległ pod Somosierrą.
Andrzej Niegolewski, ur. w 1787 roku. Odbył kampanie 1808-1814. Kilkukrotnie ranny. Odznaczony LH i krzyżem oficerskim LH. W armii Królestwa Polskiego szef szwadronu. Wziął dymisję i osiadł w Wielkopolsce. W powstaniu listopadowym pułkownik i dow. 1 pułku sandomierskiego. Zmarł 18.021857 roku . Autor wspomnień.
Benedykt Zielonka, ur. w 1785 roku w Cynegłówce; odbył kampanię 1808-1814. Odznaczony LH i krzyżem oficerskim LH. W wojskach Królestwa Polskiego ppłk. Uczestnik powstania listopadowego.
Wincenty Dobiecki, ur. w 1787 roku w Chełmcach w województwie krakowskim. Odbył kampanię 1807-1814. W 1815 roku otrzymał dymisję w stopniu majora. Odznaczony LH i krzyżem oficerski LH. Osiadł w swoim majątku. W 1825 poseł z ziemi czerskiej. W powstaniu listopadowym gen. brygady.
 
[9] Nie ulega wątpliwości, że największe zasługi w zdobyciu przełęczy mieli żołnierze 3 szwadronu. Najczęściej podaje się, że szwadron liczył 125 osób. Według Kontroli pułku z dnia 30.11 1808 roku tj. w dniu szarży szwadron liczył 216 osób. Dlaczego zatem Toedwen podaje liczbę 125?
  
[10] Jak ustalił jeden z wybitniejszych historyków i znawców epoki napoleońskiej Robert Bielecki, w szarży poległo lub zostało śmiertelnie rannych 23 żołnierzy i oficerów.
 
[11] W swoich wspomnieniach Niegolewski pisze, że zadano mu 11 dużych ran.
 
[12] Tu Toedwen po latach, jakie upłynęły od tych wydarzeń mija się z prawdą. W jego stanie służby czytamy, że awans na ppor. Otrzymał dopiero 10.03.1809 r., czyli po ponad trzech miesiącach od wydarzeń w wąwozie.
 
[13] Historia Mazura jest opisywana w wielu wspomnieniach z hiszpańskiej kampanii.
 
Literatura:
Robert Bielecki, Dał nam przykład Bonaparte. Warszawa 1984.
Robert Bielecki, Szwoleżerowie Gwardii. Warszawa 
Robert Bielecki, Somosierra. Warszawa 1989.
Józef Maroszek, Jaświły. Dzieje obszaru gminy do końca XVIII wieku. Białystok 2004.
Eustachy Marylski, Pomniki i mogiły Polaków na cmentarzach zagranicznych. Warszawa 1860. ( tu błędna informacja, że Tadeusz był rodzonym bratem Wincentego).
Władysław Gąsiorowski, W górskiej gardzieli. Biesiada Literacka 5/1903.
Wincenty Toedwen, Relacja z bitwy pod Somosierrą. Czas 88/1855.
Gazeta Warszawska 10/1834. ( anegdota o sztandarze ).
Kurier Warszawski 87/1861 ( nekrolog Marii z Suchodolskich Tödwenowej ).
Kurier Warszawski 84/ 1862 ( inf. O zgonie 26.03.1856 roku w Paryżu Jana Todwena).
www.grajewiak.pl - biogram Jana Ballogha. Tu również literatura.
Pisownie nazwisk zgodna z pisowniami w poszczególnych źródłach.
 
 
Tekst opracował i opatrzył przypisami Jarosław Marczak, Legionowo
                                                                     jarosław.marczak@o2.pl
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Opublikowano: 2017-09-11

Wydrukuj